Co ja widzę, co ja czytam? Katecheci mają być wychowawcami. Nie twierdzę, że niektórzy z nich się do tego nie nadają lepiej od niejednego nauczyciela, jednak...
Po krótkiej rozmowie z żoną, a w tym roku posyłamy naszą pociechę do szkoły, doszliśmy do wniosku, że przed naszym dzieckiem są najświetniejsze lata edukacji.
Na lekcjach języka polskiego, jako obowiązkowa lektura szkolna, dzieci będą przerabiać całe Pismo Święte. Jest tam wszystko, co potrzebne do analizy różnych tworów literackich. Jest proza, jest poezja, są psalmy, opowiadania, i przypowieści. Co ważne: wszędzie czeka dzieci morał.
Lekcje języka obcego - angielskiego, zastąpią lekcje języka aramejskiego. Dla chętnych również hebrajski! Biologia - to będzie ulubiony przedmiot naszego brzdąca. Nauczy się z niej, w jaki sposób niebiański dziadek z siwą brodą ulepił z gliny człowieka i jak tchnął w niego życie. Lekcje historii sięgną hen dalej niż starożytność. Całość oparta oczywiście o Stary Testament. Można z niego wyciągnąć więcej nauki, niż z całej naszej historii nowożytnej. Geografia to oczywiście opis stwarzania Ziemi w 7 dni. Udowadnianie, że jest to w pełni możliwe. Popularny WF, to cotygodniowe procesje oraz raz w miesiącu obowiązkowa pielgrzymka. Sport to zdrowie! Najciekawsze jednak będą Podstawy Przedsiębiorczości w liceach i technikach. Wbrew pozorom, mogłoby to zrobić niemałą rewolucję na rynku pracy. Przypomnijcie sobie przypowieść o denarach: jeden pracownik zgodził się pracować cały dzień za dwa denary, drugi przyszedł później i pracował pół dnia, też za dwa denary. Trzecie przyszedł wieczorem, popracował kilka godzin tylko, i także otrzymał dwa denary. Czysta sprawiedliwość w oczach Bożych. Jak wielu tzw. wiernych, by się oburzało na myśl o tym, że będą pracować dwa razy dłużej od kogoś, kto otrzyma tą samą pensję! Bezbożnicy! Katecheci, jako wychowawcy, będą oceniać zachowanie uczniów, jednak ci, którzy jedzą w piątek mięso, mogą liczyć co najwyżej na zachowanie 'dobre'. Jeżeli do tego masz rodziców z lewicowych środowisk, to max na co można liczyć to 'dostateczne'.
Nie widzę stawiania na równi wykwalifikowanych nauczycieli jakichkolwiek przedmiotów szkolnych, opartych o naukę, z ludźmi, których zadaniem jest opowiadanie o rzeczach opartych o wiarę. Wiara to coś intymnego, prywatnego, coś, czego nie można udowodnić. Wybaczcie mi, wszyscy wierzący, ale z punktu widzenia nauki, a do tego służy szkoła, nie ma znaczenia czy nauczyciel religii będzie opowiadał o Jezusie, czy o latającym potworze Spaghetti (zarejestrowana religia). Jak osoba, której zadaniem jest szerzenie wiary, może być sprawiedliwym wychowawcą klasy? Tutaj nie ma znaczenia, jakiego wyznania katecheta. Przypomnę: gdy w szkole będzie wystarczająca liczba chętnych osób na lekcje religii innego od powszechnego wyznania w Polsce, szkoła ma obowiązek takie lekcje zorganizować. Wyobraźmy sobie teraz, że taka grupa muzułmanów bądź żydów się znalazła. Bądź co bądź do wychowawcy Waszej pociechy, dzieci będą się wówczas zwracać Salam alejkum lub Szalom.